Możliwe, że to co napisała dziś rano Miss Malina jest teraz obowiązującym trendem. Znajomi z internetu są nam czasem bliżsi niż ci rzeczywiści, poznani w szkole, na studiach, w pracy, na imprezach...
Swój na swego zawsze trafi - jedynych moich prawdziwych przyjaciół mam teraz blisko siebie - w domu, a są nimi moja dziewczyna i moja Babcia. Tak się dziwnie złożyło, że moje relacje z pozostałą rodziną wyglądają tak a nie inaczej - jest mi z tego powodu przykro, ale czasu się nie cofnie. Z pozostałych ludzi, którzy otaczali mnie w Polsce brakuje mi serio może jednej osoby. Może dlatego, że większość relacji odbywa się teraz w formie zero jedynkowej przez wi-fi i światłowody.
Śmieszne jest jednak to, że "najżywsze" relacje zachodzą najczęściej pomiędzy mną a osobami, które albo widziałem raz w życiu, albo znam je tylko wirtualnie.
Jeszcze śmieszniejsze jest to co wpadło mi do głowy, po komentarzach które usunąłem spod poprzedniego postu - dawno bezpośrednio nikt źle mi nie życzył, ani nie okazywał jawnej zawiści. Stany przyzwyczaiły mnie do tego, żeby niewybredne komentarze zostawić dla siebie, a z powodu braku znaczących różnic między Amerykanami i rozwinięciu się klasy średniej "typowo polską" zazdrość zastąpiła "typowo amerykańska" chęć przejmowania dobrych wzorów.
Gracjan Roztocki miał rację - internet łączy ludzi ludzi! Zawsze zabiegałem o przyjaźnie i znajomości nawet u tych, którzy jawnie okazywali jak mocno mają mnie w dupie. W sieci jest tego mniej - na pingu to w ogóle wiadomo - atmosfera wzajemnej może nie adoracji, ale wszechzachwytu. Na pozostałych platformach okazuje się sporo szacunku, bo przecież istnieje możliwość blokowania nieprzychylnych komentarzy i osób.
Domyślam się, że są i tacy, którym skacze gul gdy piszę że u mnie spoko i ogólnie to zajebiście mi się wiedzie w Nowym Jorku. Może nie powinienem tego pisać, ale powiem wprost: mam to głęboko w pompce - sam staram się nikomu nie złorzeczyć, gdy moja sytuacja odbiega od czyjejś życiowej górki. Ogólnie jak komuś nie pasuje to jak żyję albo to co piszę na blogu, może przyjechać do NY i obciągnąć mi gałgana. Z połykiem!
Dziękuję wynalazcom globalnej sieci, że ułatwili nam komunikowanie. Zawsze trzeba pamiętać, że po drugiej stronie kabelka znajduje się ktoś kto ma uczucia i emocje.
-
szwesta:
-
innewyork:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›