• Wpisów: 102
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: dzisiaj, 01:45
  • Licznik odwiedzin: 18 696 / 834 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
innewyork
 
Mrssteed ma poniekąd rację - sztucznie moim zdaniem rozdmuchany problem ACTA pokazał stopień niewiedzy i manipulacji internautami, ale jeśli ma to być zaczyn do rewolucji na wzór np. Egipskiej to ja w to kurwa wchodzę. Chcę widzieć dzieciaki bijące się z policją, krew i łzy, ale chcę też widzieć Polaków zjednoczonych, dumnych, potrafiących o swoje zawalczyć. ACTA to pierd równoważny z paranoją na temat usuwania śledzika na NK, ale obnaża mechanizmy robienia nas w człona. Płoń płoń płoń parlamencie!

Piszę to będąc w USA - podobno najbardziej opresyjnym kraju, który ACTA podpisał już pół roku temu. Jak mnie aresztują to znaczy że działa :)
 

innewyork
 
I jeszcze mały follow up do poprzedniego wpisu - tyle się kiedyś narzekało na głupotę i niewiedzę amerykańskiej młodzieży, ale z przykrością zauważam, że identyczna rzecz ma
miejsce w Polsce - dzieciaki z gimnazjów to najogólniej banda zniszczonych przez system głąbów. Stanisław Lem miał rację - brak powszechnego dostępu do internetu to dobrze maskował. Wolność słowa to jednak cos z czego Polacy nie potrafią do konca korzystać
  • awatar szwesta: Popieram w 100%. Jestem nauczycielem w gimnazjum i jak obserwuję dzisiejszą młodzież to aż mi włosy dęba stają. Strach się bać.
  • awatar innewyork: @Do jutra: :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

innewyork
 
Dziwi mnie ostatnio jedna rzecz - otóż jest to utyskiwanie na Stany przez Polaków. Ponad 30 lat wolnej Polski sprawiło, że żyje nam się na pewno lepiej, niż naszym rodzicom. Mimo tego ciągle mamy za mało, bo chcemy żyć inaczej, lepiej - tak jak w filmach czy serialach. Jestem raczej osobą, która bardziej ceni sobie dźwięk niż obraz, ale swoje wiem - chętniej utożsamiamy się z Hankiem Moodym niż Rysiem z Klanu.

Wizerunek Amerykanina wypracowany przez media, albo własne obserwacje sprawiają, że Polacy wiedzą już sporo o Stanach - znają język i pewnie trochę kultury, na pewno kultury masowej. Lata 90te - moje szczenięce, to fascynacja grungem z Seattle, NBA z MJem, komputerami, ubraniami, stylem - ogólnie zachodem czyli tzw. Ameryką. Dzisiaj, szczególnie w czasach tego niby kryzysu Stany przestają być lubiane przez Polaków. Szczególnie przez fanów PiSu z forów internetowych GW. Nie rozumiem dlaczego nasz niegdyś wzorzec stał się obecnie obiektem drwin. W USA podobno nie da się zarobić, a policja łapie na każdym kroku i wtrąca prosto do Guantanamo. Polska zaś jawi się w oczach malkontentów jako kraj płynący miodem i mlekiem. Mój pogląd jest zupełnie odwrotny.

Nie zrozumcie mnie źle - kocham Polskę, ale zawsze łapię tam strasznego doła. Każdy pobyt w USA to mój moment rozkwitu, życiowa górka, okres szczęśliwości. Nie próbuję bronić całej Ameryki - to co jest dobre dla mnie nie musi pasować Zenkowi czy innej Małgośce. Nie jestem masochistą, więc uciekłem przed codziennym "orzeszkurwa" i załamywaniem rąk w konfrontacji z codziennymi problemami.

Problemy Amerykanów dotyczą zakupu trzeciego komputera, albo wymiany dwuletniego samochodu na nowy. Czy narzekanie na USA wynika z zawiści, niewiedzy, czy zupełnie czegoś innego?

Moim zdaniem KAŻDY kto czyta ten post powinien choć pół roku pomieszkać w Stanach. Miał by wtedy skalę porównawczą
  • awatar gość: problem w tym, że nam się wcale nie żyje lepiej niż naszym rodzicom ;)
  • awatar sparkling water: A co mamy kochac USA za nic? Daj spokoj.. niech sobie ludzie gadaja na USA, tego chyba zabronic im nie mozna? Tak pozatym troche nie pojmuje co chcesz przez to przekazac? Moze ze Polacy to Rumunia i nie maja obrazac kolejnego zakupu kompa przez amerykanow? hm
  • awatar innewyork: @sparkling water: nikt nie mówi, żeby kochać bądź nienawidzić kogoś lub coś za nic. Zwyczajnie utożsamiam się z Ameryką jako moim schronieniem przed, nie ukrywajmy Polskim zdziczeniem i beznadzieją. We mnie cały czas jest to rozdarcie, i chyba dlatego porównuję to co było w PL do tego co zastałem tu. Hejting czego kolwiek i kogokolwiek jest słaby, a najbardziej nie lubię gdy bezsensownie atakuje się coś co jest częścią mnie. Ale w sumie luz - trochę nie mogę się dzisiaj skupić, więc może ten wpis nie do końca przekazał to co chciałem powiedzieć :) @gość: często usuwam komentarze "gości", ale spoko - ten nikogo nie obraża.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

innewyork
 
Praca jak praca - jeśli nadal chce mi się wstawać codziennie o 5.30 to chyba znaczy, że nawet to lubię. Budowlanka nigdy nie była moim marzeniem, ale aktualnie staje się środkiem do ich spełniania. "Wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany/ i wiesz, że damy radę, wiesz że damy" jak mawiał poeta Reno.

Jako humanista zazdroszczę trochę Małej obcowania z prawdziwymi nowojorczykami i z turystami - przynajmniej pogada sobie trochę po angielsku. Ja pracuję z polakami, więc moje skilsy przydają się tylko w wyjątkowych okolicznościach.

Taka właśnie miała miejsce wczoraj - znaleźliśmy szczeniaka Husky. Pracujemy na uboczu Long Island - odludzie, nawet komórki nie mają tu zasięgu. W okolicy mieszkają tylko milionerzy, a domy mają powierzchnię ponad 3000 m2, baseny, sauny i chuje muje. Taki własnie dom remontujemy.

Szukałem po necie i dzwoniłem po schroniskach i weterynarzach - zginał nam ostatnio kot, więc wiem co to oznacza czekać na zwierzaka choć jedną noc. Nikt się nie odzywał. Husky był z nami cały dzień, a jakimś dziwnym sposobem zaczęły się schodzić do niego wszystkie psy z okolicy. Na szczęście niektóre miały numer telefonu na obroży więc poznałem wszystkie żony milionerów z okolicy. Ta która ładowała brudnego labradora na skórzaną tapicerkę nowiutkiego Land Rovera była moja faworytką. Do czasu aż przyjechała właścicielka domu Joanna. Mimo, że babka ma kasy więcej niż niejeden kraj afrykański jest najskromniejszą osobą na ziemi. Od razu zajęła się psiakiem i po 30 minutach wraz z moją pomocą znalazła jego prawowitych właścicieli. Uwielbiam Joannę bo jest Brytyjką i ma nieskazitelny oksfordzki akcent. Jej mąż - Niemiec mówi nadal pieprzonym "szarfes eS" :)

Chwile, kiedy w pracy można rozmawiać inaczej niż po polsku są dla mnie momentami triumfu. Chłopaki przez 12 lat pobytu w NYC jakoś nie nabyli tej umiejętności, bo najzwyczajniej do budowlanki języka angielskiego nie trzeba. Tylko dlatego to mi dawane są zadania w których należy użyć języka, a przez to nie muszę zapieprzać z młotkiem i gwoźdźmi. Zresztą rzeczone młotek i gwoździe szanuje chyba bardziej niż białe kołnierzyki i wciskanie ludziom gówna, bo na takich stanowiskach było mi dane pracować w PL.

Fanom rapu, ale nie tylko polecam bardzo dojrzały album formacji Starszy Brat - jest dostępny za darmo na stronie starszybrat.com/

Jak komuś spodoba się to co poniżej to niech ściąga bez obaw

  • awatar szwesta: Znam ludzi w Chicago, którzy po 20 latach w USA ani słowa po angielsku nie powiedzą. Bo na Jackowie polskie sklepy, polskie banki, polscy lekarze. A jak pojada do Downtown to nie są w stanie zapytać ile kawa kosztuje. Nie rozumiem takich ludzi. Skoro juz się wyjechało do obcego kraju powinno się nauczyć chociaż podstaw języka.
  • awatar innewyork: @szwesta: moja babcia np :) Ale jak jest Polska społeczność to serio nie trzeba znać języka.
  • awatar innewyork: o! ostatnio na Greenpioncie babka mówi do mnie w agencji turystycznej, że telefon do linii kosztuje u nich $20 BO ONA PRZECIEŻ MÓWI PO ANGIELSKU i za darmo to dzwonić nie będzie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

innewyork
 
Nie mam czasu pisać w tygodniu, a poza tym jestem nudnym kolesiem i nic się w moim życiu zjawiskowego nie dzieje. W NY śnieg sparaliżował komunikację. Zdecydowaliśmy się zostać w USA na razie do końca lipca - potem zobaczymy. W pracy szef mnie docenia - dostałem podwyżkę i nowe zadania. Mała narzeka na skąpego żyda, ale obkupiłą się w tym tygodniu za trzy osoby.

Ja też sobie nie odmawiam. No co mam wrzucać na tego bloga, jeśli nie zdjęcia moich butów (wyprzedziłem już Martę o jedną parę :) ). Na zachodzie bez zmian :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

innewyork
 
Leniwie upłynęła mi ta niedziela. Zbyt leniwie, a co za tym idzie przesiadując w sieci szukałem chuj wie czego. Na facebooku trafiłem na moich przyjaciół z podstawówki i liceum. Trzech moich zajebistych kumpli. Niegdysiejszych. Nawet nie mam ich  teraz w znajomych, nie piszemy do siebie nawzajem. Mieliœmy kiedyœ zespół, graliœmy punk rocka. Znalazłem nawet ich nowe myspace - dziwnie słucha się swoich kawałków granych bez ciebie. Kontakt zerwał się kiedy wyprowadziłem się od rodziców. Od tamtego czasu kilka razy proponowałem spotkanie - raczej bezskutecznie.

Pamiętam, że taka sytuacja powtórzyła się jeszcze raz na studiach. Długo szukałem oparcia w grupie znajomych z roku, by popsuć wszystko jedną głupią decyzją. Czasami zazdroszczę ludziom, którzy nadal mają przyjaciół z lat szczenięcych. Ja chyba nie potrafię tworzyć długotrwałych więzi opartych na przyjaŸni.

Problemem jest moja mobilnoœść- często zmieniałem miejsce zamieszkania, czasem nawet diametralnie, bo wybierając drugą półkulę. Czasami dziwię się mojej dziewczynie, że zechciała mi towarzyszyć w tym włajażu za rzekę.

Nie tęsknię ani za rodziną, ani za znajomymi, a oni raczej nie tęsknią za mną. Czasami wyobrażam sobie, że chodzę po Wrocławiu. Lubię tą próżność kiedy zagadnięty przez kogoś z Polski typowym "co słychać" mogę powiedzieć, że mieszkam i pracuję w Nowym Jorku. Pytanie Pezeta wraca jak bumerang

  • awatar Teija: Zazdroszcze Ci razy miliard razy ze jesteś w NY, też bym chciała tam się dostać. Przeczytam calutkiego Twojego bloga! no i dodaje do obserwowanych.
  • awatar innewyork: @Teija: no to teraz załatw wizę, kup bilet i przylatuj :) to naprawdę proste :)
  • awatar mrssteed: Moje szkolne przyjaźnie też szlak trafił tak po prostu po zakończeniu, podstawówki, liceum. Ludzie się zmieniają, ale nie akceptują zmian u innych, tym bardziej, jeśli są to zmiany na lepsze.
Pokaż wszystkie (10) ›
 

innewyork
 
Dawno nie pisałem o moim ulubionym aspekcie życia w Ameryce, czyli o butach, a jako że nie mam wiele do napisania powklejam zdjęcia tego tygodniowych zakupów, a co!
  • awatar pikselowaa: pierwsze cudowne , SMOLEŃSK hahaha
  • awatar minnie0: Smoleńsk chyba na Greenpoincie ,prawda? Chyba tez go tam widziałam.
  • awatar miss attitude: Tak z ciekawości - masz więcej butów niż Twoja dziewczyna? ;)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

innewyork
 
Trzy lata temu będąc w Nowym Jorku przeoczyłem pewne wyrażenie, w którym miałem zamiar uczestniczyć, a mianowicie coroczną przejażdzkę metrem bez spodni. W tym roku obiecałem sobie, że mimo wszystko zdejmę portki publicznie. Może takie wyrażenia mimo niewątpliwie głupich przesłanek nadają miastom czegoś co nazywa się jego duchem. Tak więc stałem wczoraj jak ten debil na Times Sq. w kalesonach, pośród innych freeków mojego pokroju :) 

Organizatorzy prosili by nie robić sobie wzajemnie zdjęć, ale mam filmik z Afterparty - tak, ci wszyscy ludzie jeździli metrem bez spodni :)

Pokaż wszystkie (4) ›
 

innewyork
 
Dzisiaj pierwszy raz w życiu trafiłem do baru dla gejów:). Nie na imprezę na szczęście - wymieniałem płytki na blacie baru. Przeprowadzamy remonty w różnych miejscach, ale takiego przyznam szczerze się nie spodziewałem.

Mam kilku kolegów homoseksualistów, ale na imprezę żaden do takich klubów mnie nie ciągał, więc byłem trochę w szoku - prasa uświadamiająca? Obrzydlistwo. Plakaty reklamujące imprezy? Jajebię! Ale najgorszą rzeczą był wszechobecny brud! Od jakiegoś czasu knajpy w USA mają oceny wystawiane przez taki tutejszy sanepid, i ta dostała A. Jakim cudem nie wiem. Tak upierdolonego miejsca nie widziałem dawno, a najgorsze, że tam serwują drinki i jedzenie. W ogóle sklepy i bary w Nowym Jorku to siedziba robactwa i syfu, ale to temat na osobny wpis.

Przyszedł w końcu wzmacniacz, co go zamówiłem z Kalifornii przed świętami i utkwił gdzieś w Memphis, TN. Na szczęście adapter (chyba po trzech miesiącach) już podpięty - sąsiedzi drżyjcie :)

mały off topic: Asia i Luizka - zablokowałem możliwość komentowania niezalogowanym użytkownikom, bo Mirce znowu zaczęło odpierdalać (takie mam przynajmniej podejrzenia)
  • awatar szwesta: W Chicago gejowskie bary wyglądają przyzwoicie. Ale są zmieszane z licznymi kawiarniami, restauracjami i barami w Boystown, więc mają spora konkuręcję. Są gejowskie księgarnie, wydawana jest specjalna gejowska gazetka. Plakaty impreznie nie są obsceniczne. Z drugiej strony jako hetero zamieszkująca w każde wakacje Boystown (przyjezdżam co lato do siostry - też hetero) przestałam zwracać na to uwagę. Jedynie w weekend jak jest Chicago Annual Pride Parade i ludzie sobie popiją zachodzi sporo bardzo niesmacznych sytuacji , ale ogólnie mam całkowicie inne doświadczenia od ciebie.
  • awatar jojo1221: spoko, utworzylam jakis czas temu konto na pingerze, wiec damy rade. love. asia
Pokaż wszystkie (2) ›
 

innewyork
 
Możliwe, że to co napisała dziś rano Miss Malina jest teraz obowiązującym trendem. Znajomi z internetu są nam czasem bliżsi niż ci rzeczywiści, poznani w szkole, na studiach, w pracy, na imprezach...

Swój na swego zawsze trafi - jedynych moich prawdziwych przyjaciół mam teraz blisko siebie - w domu, a są nimi moja dziewczyna i moja Babcia. Tak się dziwnie złożyło, że moje relacje z pozostałą rodziną wyglądają tak a nie inaczej - jest mi z tego powodu przykro, ale czasu się nie cofnie. Z pozostałych ludzi, którzy otaczali mnie w Polsce brakuje mi serio może jednej osoby. Może dlatego, że większość relacji odbywa się teraz w formie zero jedynkowej przez wi-fi i światłowody.

Śmieszne jest jednak to, że "najżywsze" relacje zachodzą najczęściej pomiędzy mną a osobami, które albo widziałem raz w życiu, albo znam je tylko wirtualnie.

Jeszcze śmieszniejsze jest to co wpadło mi do głowy, po komentarzach które usunąłem spod poprzedniego postu - dawno bezpośrednio nikt źle mi nie życzył, ani nie okazywał jawnej zawiści. Stany przyzwyczaiły mnie do tego, żeby niewybredne komentarze zostawić dla siebie, a z powodu braku znaczących różnic między Amerykanami i rozwinięciu się klasy średniej "typowo polską" zazdrość zastąpiła "typowo amerykańska" chęć przejmowania dobrych wzorów.

Gracjan Roztocki miał rację - internet łączy ludzi ludzi! Zawsze zabiegałem o przyjaźnie i znajomości nawet u tych, którzy jawnie okazywali jak mocno mają mnie w dupie. W sieci jest tego mniej - na pingu to w ogóle wiadomo - atmosfera wzajemnej może nie adoracji, ale wszechzachwytu. Na pozostałych platformach okazuje się sporo szacunku, bo przecież istnieje możliwość blokowania nieprzychylnych komentarzy i osób.

Domyślam się, że są i tacy, którym skacze gul gdy piszę że u mnie spoko i ogólnie to zajebiście mi się wiedzie w Nowym Jorku. Może nie powinienem tego pisać, ale powiem wprost: mam to głęboko w pompce - sam staram się nikomu nie złorzeczyć, gdy moja sytuacja odbiega od czyjejś życiowej górki. Ogólnie jak komuś nie pasuje to jak żyję albo to co piszę na blogu, może przyjechać do NY i obciągnąć mi gałgana. Z połykiem! :)

Dziękuję wynalazcom globalnej sieci, że ułatwili nam komunikowanie. Zawsze trzeba pamiętać, że po drugiej stronie kabelka znajduje się ktoś kto ma uczucia i emocje.

Pokaż wszystkie (3) ›